środa, 2 grudnia 2015

Praga utonie w śmieciach?

Przepełnione kontenery w altanach śmietnikowych, śmieci wysypujące się z koszy ulicznych, dzikie wysypiska wzdłuż linii kolejowych, przy garażach, w podwórkach kamienic, stare meble zalegające niemal na każdej posesji, puste butelki po alkoholu w bramach, śmieci i psie odchody na trawnikach i ulicach. Tak na co dzień wygląda śmieciowa rzeczywistość na Pradze. Czy nasza dzielnica utonie w śmieciach? Kto za to odpowiada? Jakie są powody takiego stanu rzeczy?



W skrócie można powiedzieć, że za obecny stan odpowiadamy my, mieszkańcy, do spółki z samorządem i firmami odpowiedzialnymi za gospodarkę odpadami. Piszę „my”, bo wciąż wielu z nas, mieszkańców nie troszczy się o przestrzeń poza własnym mieszkaniem począwszy od zostawiania śmieci na klatce schodowej „na weekend”, a skończywszy na ich wyrzucaniu na opuszczone działki, do lasu, na sąsiednie podwórko. 




Brakuje też profilaktyki, działań edukacyjnych i uczenia od małego troski o przestrzeń wspólną. Nie ułatwia sprawy niejasny podział kompetencji wśród urzędników – przykładowo za kosze na śmieci na praskich ulicach odpowiada m.in. Zarząd Oczyszczania Miasta, Tramwaje Warszawskie (na niektórych przystankach) oraz Zarząd Praskich Terenów Publicznych. Ten ostatni zarządza siecią ok. 140 koszy przyulicznych oraz blisko 42 koszy na psie odchody (liczba ta praktycznie nie zmieniła się od 2010 r.) – dramatycznie mało, jeśli uświadomimy sobie, że tyle koszy jest ustawionych na ulicach dzielnicowych o długości prawie 24 km. Dość powiedzieć, że są na Pradze Północ ulice, gdzie nie można wyrzucić do kosza symbolicznego papierka po cukierku, bo…kosza po prostu nie ma. Problem potęgują sztywne umowy outsourcingowe z firmami zajmującymi się sprzątaniem dzielnicy i niemożność dokonywania stałego nadzoru nad ich działaniami. Gwoli sprawiedliwości trzeba przyznać, że ZPTP jest jednostką, której działalność jest notorycznie niedofinansowana przy podziale budżetowego tortu.


Osobnym problemem jest odbiór odpadów komunalnych. Wejście w życie ustawy śmieciowej miało zakończyć erę dzikich wysypisk – w praktyce liczba takich wysypisk znacznie wzrosła (potwierdziły to kontrole NIK). To w dużej mierze efekt zaniżania cen przy przetargach przez firmy zajmujące się utylizacją śmieci, ale też celowe działania mieszkańców, którzy nadal preferują podrzucanie śmieci zamiast dodatkowego płacenia za ich wywóz. Dodatkowo mieszkańcy często skarżą się na zbyt niską częstotliwość odbioru odpadów i gabarytów.

KMI

sobota, 21 listopada 2015

"Drucianka" - gorsza siostra "Konesera"

Gdy do loftów i poprzemysłowych budynków między Ząbkowską, Markowską, Białostocką i Nieporęcką wprowadzają się pierwsi lokatorzy, w tym globalny gigant informatyczny Google, inny nieczynny zakład przemysłowy Pragi, będący kolebką polskiego ruchu robotniczego, położony w odległości ok. 1 km w linii prostej od "Konesera" umiera. 



Agonia "Drucianki", bo o niej mowa, trwa od prawie 15 lat, tj. zakończenia produkcji dla Daewoo FSO i zmiany właścicieli. Nowi wietnamscy właściciele zrobili interes życia kupując olbrzymi poprzemysłowy kompleks liczący prawie 40 tys. m. kw. powierzchni za 7 mln 115 tys. zł. Za metr działki wyszło nieco ponad 180 zł - w tamtym czasie cena m. kw. nowego mieszkania na Pradze Północ zbliżała się do 4 tys. zł. O szczegółach transakcji można dowiedzieć się z lektury aktu notarialnego, do którego dotarliśmy. 

W zasadzie nie wiadomo, dlaczego Wietnamczycy kupili "Druciankę". Być może chcieli wykorzystać zachowane budynki jako zaplecze magazynowe dla kupców z pobliskiego Stadionu 10-lecia? A może chcieli historyczne budynki zamienić na nowoczesne biurowce? Faktem jest, że do dziś na terenie "Drucianki" działa szereg różnych firm i zakładów.

Wydawało się, że dalszy los "Drucianki" ulegnie zmianie, gdy w 2010 r., gdy Mazowiecki Wojewódzki Konserwator Zabytków wpisał najstarsze, pochodzące z lat 1899-1939 zabudowania "Drucianki" do rejestru zabytków. Kopię decyzji, w której bardzo szczegółowo uzasadniono wpis zamieszczamy poniżej.







Niestety, od momentu wpisu do rejestru zabudowania "Drucianki", w tym te najcenniejsze, budynki biurowe położone przy Objazdowej, niszczeją w zastraszającym tempie. Poniżej kilka zdjęć z ubiegłego roku wykonanych przez TJ.






Z początkiem 2013 r. o złym stanie zabytku zawiadomiliśmy Stołecznego Konserwatora Zabytków. Przez kolejne 2 lata urzędnicy SKZ próbowali ustalić, gdzie są właściciele, żeby skutecznie zawiadomić ich o planowanej kontroli. Na pytania, dlaczego postępowanie ciągnie się tyle czasu, otrzymywaliśmy najprzeróżniejsze odpowiedzi z SKZ. Poniżej zamieszczamy kilka z nich.


Notatka w sprawie postępowań  dotyczących nieruchomości przy ul. Objazdowej 1.

W celu prawidłowego przeprowadzenia ww. kontroli a także możliwych postępowań administracyjnych w trybie art. 49 ustawy z dnia 23 lipca 2003 r. o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami, konieczne jest ustalenie dokładnych danych adresowych współwłaścicieli ww. nieruchomości.

Na terenie nieruchomości przy Objazdowej 1 od 2013 r. nie udało się skutecznie przeprowadzić kontroli. Na pierwszej kontroli błędnie ustalono właściciela, na drugiej kontroli, kontrolowani - osoby prywatne - nie stawiły się.
Stołeczny Konserwator Zabytków dysponuje danymi adresowymi zawartymi w elektronicznym systemie dostępu do danych adresowych właścicieli gruntów. Natomiast zawiadomienia o kontroli kierowane na adres widoczny w ww. systemie były zwracane do nadawcy przez Pocztę Polską z powodu prawdopodobnego błędnego oznaczenia adresata.

Stołeczny Konserwator Zabytków próbował ustalić ww. dane adresowe w Biurze Geodezji i Katastru dla m. st. Warszawy i w  Sądzie Rejonowym dla m. st. Warszawy, ale ww. organy nie udzieliły tych informacji ze względów proceduralnych.   

Obecnie, Stołeczny Konserwator Zabytków złożył wniosek o umożliwienie przejrzenia akt w Dziale Ksiąg Wieczystych.


Po ustaleniu danych właścicieli i ich adresów (uaktualnieniu KW) może być przeprowadzona kontrola.

Warto dodać, że aktualna treść księgi wieczystej (nr KW "Drucianki" to WA3M/00205563/9) dostępna jest on-line na stronach Ministerstwa Sprawiedliwości. 



I tak czekamy na skuteczne wyegzekwowanie prawa w zakresie ochrony zabytków już kolejny rok, a "Drucianka" ginie... podobnie jak sąsiedni Młyn Michla.





Po wybudowaniu Trasy Świętokrzyskiej będzie to wyjątkowo cenny teren pod inwestycje. I łatwy do zabudowy, gdyby tylko nie było na nim zabytków...

piątek, 6 listopada 2015

Nielegalne reklamy na praskich szkołach

W bieżącym roku kontynuujemy działania na rzecz poprawy przestrzeni publicznej. Jednym z priorytetów w tej kwestii jest walka z nielegalnymi reklamami, którymi Praga jest upstrzona. Nie brakuje nam sukcesów, a naszą (i Burmistrza Lisieckiego) walkę zauważają media.  

Oprócz banerów nielegalnie rozwieszanych na budynkach i ogrodzeniach nie brakuje na Pradze wielkich bilbordów, w wielu przypadkach ustawionych nielegalnie. W gronie podmiotów czerpiących zyski z tego procederu znajdują się również praskie szkoły, i to pomimo jednoznacznego stanowiska władz Warszawy. 



W gronie największych "reklamodawców" w naszej dzielnicy plasują się 2 szkoły w najbliższej okolicy - Szkoła Podstawowa nr 73 na ul. Brzeskiej 18 i Szkoła Muzyczna na ul. Kawęczyńskiej 23/25. O ile pierwsza z nich podlega miastu, to działalność drugiej placówki znajduje się w gestii Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
Obie szkoły przodują w ilości bilbordów okalających ich posesje - na Brzeskiej to 8 szt., na Kawęczyńskiej 2. W dodatku bilbordy często wykorzystywane są do promocji treści mających niewiele wspólnego z edukacją. Zobaczcie sami.








Pikanterii dodaje fakt, że wszystkie bilbordy stoją nielegalnie - jako samowole budowlane (jak w przypadku Kawęczyńskiej) lub jako obiekty niezgodne z obecnie obowiązującym prawem (plan miejscowy dla Pragi Centrum). Poniżej zamieszczamy prowadzoną w tej sprawie korespondencję z Wydziałem Architektury i Budownictwa dla Dzielnicy Praga Północ.



Pozostaje zatem na razie uzbroić się w cierpliwość i poczekać na działania Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego w zakresie nielegalnych reklam. 

KMI

czwartek, 5 listopada 2015

Najbardziej wyczekiwany chodnik na Pradze i Targówku!

Granica pomiędzy Pragą i Targówkiem na skrzyżowaniu ulic Radzymińskiej i Naczelnikowskiej. Właśnie tędy przebiega jeden z bardziej uczęszczanych szlaków komunikacyjnych, którym oprócz autobusów i samochodów (przeznaczono dla nich w sumie cztery pasy) przemieszczają się każdego dnia setki, a może i tysiące pieszych podążając do położonych po obu stronach „granicy” sklepów, na przystanki autobusowe, do szkół i przedszkoli. Kilka razy w roku podążają tamtędy delegacje oficjeli, by złożyć kwiaty i zapalić znicze pod miejscem pamięci narodowej.


Co łączy tych wszystkich ludzi? Piach i błoto przez które muszą brnąć, bo zapomniano o ok. 200 metrach chodnika wzdłuż Radzymińskiej między ul. Otwocką, a Naczelnikowską. Chodnika nie wykonano ani w 2009 roku, gdy PKP PLK remontowały wiadukt kolejowy nad Radzymińską i Al. Solidarności (przy okazji tego remontu oczywiście nikt nie pomyślał o budowie równoległej kładki dla pieszych łączącej Szmulki i Michałów z Nową Pragą), ani w 2011 roku gdy Zarząd Dróg Miejskich remontował ul. Naczelnikowską. O budowę tego kawałka chodnika upominali się warszawscy radni. Jednemu z nich pani prezydent odpisała, że piesi mogą wygodnie korzystać z chodnika po drugiej stronie ul. Radzymińskiej (zapominając dodać, że to „wygodne” legalne przejście ze Szmulek na Targówek wymaga trzykrotnego (sic!) przekraczania jednej z najbardziej ruchliwych ulic w Warszawie). Za chodnikiem lobowali mieszkańcy (prawie 400 głosów w pierwszej edycji budżetu partycypacyjnego), prascy społecznicy (w tym członkowie naszego stowarzyszenia), media, władze Pragi. I nic. Za każdym razem budowa rozbija się o uzgodnienia między Zarządem Dróg Miejskich i PKP PLK dotyczące ułożenia chodnika pod wiaduktem. Pierwsi twierdzą, że czekają na zgodę PKP, drudzy, że ich zgoda nie jest wcale potrzeba, aby budować tam chodnik. I tak od kilku lat.

Tymczasem piesi nadal zmuszani są do brnięcia po deszczu, czy roztopach przez błoto i kałuże. Pisząc o chodniku pod wiaduktem nie można nie wspomnieć o ograniczeniach dla pieszych na dalszym odcinku. Aby legalnie dojść do przystanku Piotra Skargi (w kierunku Marek) piesi muszą pokonać 2 kładki nad Radzymińską (na pierwszej, tej przy Naczelnikowskiej jest tylko jedna szyna, więc trzeba być kreatywnym by wtoczyć na górę np. wózek dziecięcy). To dla sprawnych. 




Jeśli ktoś z Państwa porusza się na wózku i chce ze Szmulek dostać się na Targówek Mieszkaniowy lub w odwrotnym kierunku, o własnych siłach może tego dokonać przekraczając Al. Solidarności na wysokości… ul. Szwedzkiej. A tyle słyszymy o tym, jak Warszawa staje się przyjazna pieszym, niepełnosprawnym i rowerzystom…

KMI

sobota, 31 października 2015

Modelowa rewitalizacja praskiej kamienicy? Vol. 1 (Grajewska 4)

W bieżącym roku na naszym blogu rozpoczęliśmy cykl wpisów dotyczących inwestycji realizowanych na Pradze Północ przez Wydział Infrastruktury i ZGN Praga Północ w zakresie poprawy przestrzeni w sąsiedztwie budynków komunalnych. Pisaliśmy do tej pory o remontach praskich podwórek, wskazując które rozwiązania można uznać za modelowe, a które wymagają poprawy lub rezygnacji z ich stosowania. Teraz przyszedł czas na budynki komunalne.

Dosłownie w ostatnim dniu roboczym października "formalnie" zakończył się (a może jeszcze trwa sądząc po pozostawionym rusztowaniu) remont zabytkowej kamienicy na ul. Grajewskiej 4. Wybudowana ok. 1926 r. (informację podajemy za monumentalną pracą Jarosława Zielińskiego dotyczącą ulic Warszawy) niewielka piętrowa kamienica Aleksandra Krupiera była jednym z najbardziej zaniedbanych budynków komunalnych na Pradze. Wybite okna, skute tynki, obsceniczne napisy na murach, śmieci na podwórku i zapach moczu w bramie - to tylko niektóre z bodźców "pobudzających" zmysły przechodniów i mieszkańców. 



Być może powyższe powody (a także zły stan techniczny budynku) skłoniły ZGN do przeprowadzenia w tym roku kapitalnego remontu, który obejmował remont ścian elewacyjnych, klatek schodowych, wykonanie przewodów wentylacyjnych w wydzielonych pomieszczeniach, wymianę więźby dachowej oraz pokrycia dachu. Przetarg na wykonanie tych robót wygrała firma Eko Dach Monika Głażewska z siedzibą w Ławach (gmina Rzekuń), która wyceniła wykonanie prac na kwotę 279 470,92 zł. Pierwotnie prace miały zakończyć się 1 września br., później przesunięto ten termin (aneksem z 24 sierpnia - dodatkowe prace wyceniono na ponad 50 000 zł) na 30 września, następnie (kolejnym aneksem z 25 września) na 15 października. Udostępnione przez ZGN w trybie dostępu do informacji publicznej dwie pierwsze umowy dostępne są tutaj. 

Efekt końcowy prac (o ile faktycznie już się zakończyły?) cieszy. Zyskaliśmy kolejny wyremontowany zabytek na Pradze. Inwestor i wykonawca uniknęli przy tym dwóch podstawowych grzechów - styropianizacji i pastelozy!



Elewacja budynku od strony ulic Grajewskie po remoncie - wykonawca z dużą dokładnością odtworzył boniowanie do wysokości piętra, a także gzymsy parapetowe. Mieszkanie z balkonem na piętrze zyskało nową (żeliwną?) balustradę.




Dla porównanie zdjęcia tego samego miejsca wykonane w 2009 r. 





Widok od strony podwórza. Warto zwrócić uwagę na odrestaurowaną balustradę balkonu na piętrze - nie wiedzieć czemu zdemontowano jednak ozdobne narożne kosze na kwiaty?



Zdjęcie balkonu od strony podwórza wykonane w 2009 r. - doskonale widoczne są wszystkie elementy dekoracyjne balustrady.



Przejazd bramny widoczny od strony podwórza. Nad przejazdem charakterystyczna stróżówka (stan na 2009 r.).



Drewniane schody i zabytkowa balustrada na klatce schodowej budynku (2009 r.).




I klatka po remoncie... choć szkoda, że wykonawca nie popracował w inny sposób nad schodami, aby oddać fakturę desek (zamiast pokrycia wszystkiego farbą olejną).

Na koniec kilka łyżek dziegdźiu, bo zawsze warto pracować nad detalami.



Zalanie asfaltem i betonem zabytkowego wjazdu bramnego jest może funkcjonalne (w kontekście jego ew. rozkuwania) i tanie, niemniej wyjątkowo słabo wygląda na tle kompleksowego remontu tak cennego budynku. Szkoda, że inwestor i wykonawca nie zdecydowali się np. na ułożenie imitujących zabytkowe płytek ceramicznych.



Przykładowe płytki (na których można było się wzorować) zachowane są w bramie jednej z kamienic na Kamionku.



Zastanawia również brak montażu bram, którą kamienica kiedyś musiała posiadać (zawiasy, choć ich nie wyprostowano oraz framugi są). Zamknięcie podwórza (i montaż monitoringu) z pewnością zmniejszyłyby ryzyko wystąpienia aktów wandalizmu. Jako dobry przykład takiej bramy wskazujemy tę z Kawęczyńskiej 4.



Inne detale do poprawy to m.in. nowe skrzynki na listy, domalowanie powierzchni wokół drzwi prowadzących do piwnicy, wymiana lamp przemysłowych w przejeździe bramnym na stylizowane oraz montaż domofonu (chyba w tym celu pozostawiono nawierty przy drzwiach wejściowych na klatkę schodową?). 






Wreszcie dwa dodatkowe fundamentalne pytania dotyczące tej inwestycji:

Czy zostanie na nowo zagospodarowane także podwórze (na zdjęciu stan obecny, czyli zaniedbane klepisko)?



Co z centralnym ogrzewaniem, którego ta kamienica wciąż nie ma? Czy w ramach remontu wykonano jakieś prace montażowe, aby za rok, czy dwa nie rozkuwać ścian niwecząc tym samym efekt tegorocznego remontu?

KMI